Adam Rudkowski Kandydat do RN

Pytania-odpowiedzi

Co Pan w ogóle robi w tym wyścigu? Nie ma Pan zaplecza, poparcia, doświadczenia w radzie – po co się Pan pcha?

Nie pcham się – kandyduję, bo wierzę, że w radzie nadzorczej powinni być też ludzie spoza układów i grup interesu. Od 22 lat pracuję w KGHM, wiem, jak wygląda ta firma od środka. Wiem, co działa, a co się psuje. Nie potrzebuję zaplecza, żeby mieć własne zdanie i odwagę je wyrazić.

Nie uważa Pan, że bez wsparcia żadnego związku nie ma Pan szans, a Pana kandydatura tylko rozbija głosy?

Każdy ma prawo startować i przedstawić swoją wizję. Moja kandydatura nikogo nie rozbija – daje wybór. W demokracji wybór to nie zagrożenie, tylko wartość. Jeśli ktoś uważa, że doświadczenie i niezależność nie są potrzebne, ma prawo głosować inaczej. Ale ja chcę dać alternatywę tym, którzy wierzą, że w radzie powinien być ktoś spoza układów.

Czy Pan w ogóle rozumie, jak duża odpowiedzialność spoczywa na członkach rady nadzorczej? To nie poziom wydziału.

Doskonale rozumiem, co to odpowiedzialność. W utrzymaniu ruchu błędy kosztują czas, pieniądze i bezpieczeństwo ludzi. Wiem, jak to jest podejmować decyzje pod presją. W radzie nadzorczej skala jest inna, ale zasada ta sama: odpowiedzialność, rozsądek i konsekwencja.

Nie ma Pan żadnego przygotowania menedżerskiego, żadnych studiów MBA, ekonomii. Po co Pan w to wchodzi?

Nie mam tytułów, mam doświadczenie. Przez 22 lata poznałem, jak naprawdę działa KGHM – od poziomu wydziału po skutki decyzji strategicznych. Rada nadzorcza potrzebuje ludzi z różnych perspektyw – także tych, którzy widzą, jak decyzje z góry wpływają na rzeczywistość na dole. Ja właśnie taką perspektywę wnoszę.

Czy to nie jest po prostu ambicja? Chce się Pan wypromować, zamiast pracować na wydziale?

Nie szukam stanowisk, tylko możliwości działania. Całe zawodowe życie spędziłem w tej firmie. Nie idę po karierę, tylko po to, żeby głos pracowników miał realne znaczenie. Nie mam nad sobą żadnych układów ani partii – to daje mi wolność i odwagę mówić to, co trzeba, nie to, co wypada.

Kto będzie reprezentował załogę, jeśli tacy niezależni kandydaci jak Pan zabiorą głosy tym, którzy mają realny wpływ?

Załogę reprezentuje ten, kto zna jej problemy i ma odwagę o nich mówić, nie ten, kto ma wpływy. W radzie nadzorczej potrzeba równowagi – ludzi z doświadczeniem w kopalniach, w hutach, i takich, którzy nie są od nikogo zależni. Tylko wtedy reprezentacja pracowników jest prawdziwa.

Czy nie obawia się Pan, że się ośmieszy? Przecież i tak Pana nie wybiorą.

Może i nie wybiorą, ale przynajmniej spróbuję. Wolę spojrzeć ludziom w oczy i powiedzieć, że próbowałem coś zrobić, niż siedzieć cicho i narzekać. W KGHM zawsze szanowałem ludzi, którzy mają odwagę działać – nie tylko tych, którzy mają poparcie.

Jak Pan chce oceniać zarząd spółki, skoro nigdy Pan nie był na kierowniczym stanowisku w centrali?

Rada nadzorcza nie ma zarządzać, tylko nadzorować – czyli patrzeć krytycznie, zadawać pytania, analizować decyzje. Do tego nie trzeba być prezesem, tylko mieć zdrowy rozsądek, wiedzę o firmie i odwagę mówić prawdę. A tego mi nie brakuje

Czy zdaje Pan sobie sprawę, że przez taką kandydaturę może Pan sobie zaszkodzić zawodowo?

Jestem w KGHM od 22 lat. Zawsze pracowałem rzetelnie i uczciwie. Jeśli komuś przeszkadza, że zwykły pracownik chce działać na rzecz firmy i załogi, to nie ze mną jest problem. Kandyduję w dobrej wierze i z pełną świadomością tego, co robię.

Po co Panu to wszystko? Przecież ma Pan spokojną pracę, po co się narażać?

Bo KGHM to nie tylko miejsce pracy – to nasze wspólne dobro. Po tylu latach czuję, że mam obowiązek zabrać głos i wnieść coś więcej niż tylko swoją codzienną pracę. Jeśli każdy będzie się bał ‘narażać’, to nic się nigdy nie zmieni.